Doświadczona azjatka w czarnym mundurku i rajstopach
Drugi pokój nad warszawska ulicą. Małe mieszkanie typu studio. Tatami na podłodze. Lampa neonowa rzuca ciepłe światło. Na ścianie lustro w ramie z chromu. Azjatka stoi przy łóżku. Mundurek czarny matowy. Wysoki kołnierz przylega do szyi. Rajstopy 70 den opadają luźno nad kostką. Buty kabura tkwią pod krzesłem. Telefon leży ekranem do dołu obok pudełka zapałek do połowy puste. Wtorkowe popołudnie. Deszcz za oknem stuka miarowo o szybę. Bas dochodzi przez ścianę z sąsiedniego mieszkania - rytmiczny beat pulsujący razem z jej oddechem. On klęczy przed nią na drewnianej podstawce używanej wcześniej jako dekoracja japońskiego ogrodu w butiku na Nowym Świecie - teraz pełni funkcję stołu nocnego - jego twarz tuż przy jej udzie - palce wsuwają się pod materiał rajstop - ona kiwa głową - mówi stop gdy chce pauzę - lavalier ukryty pod kołnierzykiem mundurka przekazuje każdy odgłos bez zakłóceń - reżyser zmienia kąt dopiero po drugim ujęciu by nie przerywać kontaktu wzrokowego między nimi - softbox umieszczony nad lustrem rozprasza światło równomiernie po całej scenie dyfuzją 1/4 aby nie utracić detali skóry ani faktury jedwabiu - jej paznokcie malowane czerwonym lakierem odbijają się w szkle lustra jak plamy krwi - on obejmuje talia jedną ręką drugą wsuwa między uda delikatnie dociskając wnętrze nogi aż dotyka brzegu stringów koronkowych makramy ciemniejszych odcieniem niż reszta stroju - materiał napręża się lekko gdy porusza biodrami prowadząc ruch własnym impulsem nie ustępując kontroli całkowicie ale decydując gdzie kończyć każdy gest moment przechyla głowę do tyłu włosy opadają swobodnie niczym rzeka atramentu pot ociera się powoli po skroni spływa ku dolnej wardze on oblizuje palec wetknij palec mówi ochrypniętym tonem który rezonuje echem w mikrofonie wbudowanym w telefon śledzący czas nagrania sekundy mijają jak minuty aż koniec końców upada tyłem na poszewkę lenową która traci wygładzenie zostawiając faleski i ślady pleców które zaraz zniosą kolejne fale ciała wtulającego się coraz głębiej aż wszystko zamienia się we wspólne oddychanie i cisza którą przerywa tylko kapelusz deszczówki.