Gospodyni na kolanach w łazience późnym popołudniem
Czuję pot ściekający po kręgosłupie. Płytki wbijają się w moje kolana. Jestem gospodynią w szlafroku szarobrązowym, który teraz leży pod suszarką. Światło late afternoon pada ze szczeliny nad lustrem. Moje usta otwarte przy jego udzie. On trzyma się umywalki jednym palcem. Słychać bas z sąsiedniego bloku przez rurę grzewczą. Ja decyduję o tempie. Nie ma nagrywania głosu dopiero po drugim podejściu - dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem. Dyfuzja 1/4 na zbliżeniu robi mgłę z pary nad wanną. Paczka Marlboro czerwonych leży na parapetce obok pustej filiżanki po herbacie. Jeden papieros już odpalony - ogień drga od wentylatora pod sufitem. Moje włosy związane gumką od majtek, końcówki mokre od wilgoci. On wsuwa się powoli, bardzo powoli, jak chciałam. Czuje mnie całym wnętrzem bioder. Jego rękawiczki lateksowe trzeszczą przy każdym ruchu naprzód i do tyłu. Smak soli na górnej wardze - to moje własne pot, jego nasienie na ustach po minuty wcześniej wykonanym fellatio długo trzymanym bez przełknienia aż do momentu skinienia głową ku górze jako znaku gotowości kontynuacji sceny analnej według planu numer dwa z notatnika reżysera leżącego obok ładowarki USB typu C przewieszonej przez nogę stołu przy telefonie wyświetlającym WhatsAppa z ostatnim komunikatem 'jestem gotowa'. Drewniane okiennice nie dociskają idealnie - uliczny hałas wpada, skuter, śmiech dzieciakiem zza płotu blokowego, pies szczekający gdzieś za budynkiem socjalnym drugiego rzutu kamieniem od przystanku autobusowego linii dwunastej która kursuje tylko do dziewiętnastej trzydzieści pięć wieczorem więc jesteśmy pewni że nikt nie zajedzie przypadkiem teraz bo godzina to dwadzieścia zero siedem a dzień to wtorek późne popołudnie tuż przed zmierzchem jesienno-zimowym.