Dupa w świetle bursztynowego neonu na kamienicy
Lazienka w warszawskiej kamienicy drugiego piętra nad Stadionem Narodowym. Biały kaflowy podłoga pokryta kroplami wody. Przez szybkę prysznica mgła osiada na lustrze. Na parapecie leżą kluczyki od skutera i wyszczerbiony talerz ceramiczny z resztkami papryki. Dominująca brunetka pochyla się nad wanną, jej czarne kabaretki ścisnęte między pośladkami. Pasierb staje za nią, dłońmi chwyta jej biodra. Softbox pod 45 stopni rzuca bursztynowe światło na jej plecy, pośladki. Ona wybiera tempo. Jeden ruch biodrem - on wsuwa się powoli od tyłu. Skóra trzeszczy przy każdym pchnięciu. Dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem - nagranie idzie bez przerwy. Jej paznokcie drapią glazurowany kafelek. Między nogami wilgoć rozwija się szeroko po udach. Powietrze gęste od potu. Silikonowego. Smaru. Leniwe uderzenia zmieniają się w ostre napady rytmu. Lustro odbija tylko fragment twarzy - mocno zaciśnięte usta, spocone włosy przy skroniach. Druga kamery trzyma zbliżenie dłoni mężczyzny na jej gardle - nie uciska, tylko dotyka jako znak kontroli wzrokowej. Ona kiwa głową - kontynuuje. Środek tygodnia wieczór wtorku - ekspres do kawy cicho syczy w salonie przez ścianę. Kabaretka jedna odpada do brodawki buta stojącego obok sedesu gdzie leży telefon z zamazanym ekranem powiadomień WhatsAppa które nikt nie sprawdza bo teraz liczy każdy centymetr penisa wbijający się głębiej aż do jaj które ocierają się o odbyt gdy on przyspiesza a ona łapie za własną brodę żeby nie krzyczeć ale wydobywa się jęk jakby coś pękło w gardle potem cisza tylko szum prysznica który znów rusza by spłukać śluz z uda ale nie myje całkiem zostaje warstwa błyszcząca jak olej pod światłem neonów które migoczą razem z falującymi mięśniami jej brzucha.