Dojrzała pielęgniarka i jej szef w niedzielny poranek
Dłonie mi drżą przy guzikach fartucha. Bordowy materiał ciasno obejmuje biodra, rajstopy 70 den pociągają po skórze gdy siadam na wysokie krześle. Ekspres na kuchence gotuje się od trzech minut, para bije prosto w szafkę nad moją głową. Ja mówię stop jak potrzeba przerwy, nikt nie przekracza granicy. Szef staje za mną, jego dłoń sunie po plecach aż pod szyję. Smak wódki z cytryną jeszcze mam na języku z poprzedniego drinka. Oddech mu przyspiesza gdy rozpinam ostatni guzik uniformu. Pudełko zapałek do połowy puste leży obok talerza z resztkami sera. Nie patrzę mu w oczy tylko ruszam biodrami do tyłu by poczuć go bliżej. Jego palce wbijają się we mnie przez cienką tkaninę majtek. Podnoszę się powoli by stać twarzą do okna drugiego piętra widocznego zza firanki bez wzoru. Moje włosy związane luźno opadają na ramiona gdy nachylam się nad blatem wyspy kuchennej. On nie czeka długo by wejść od tyłu mocnym pchnięciem. Ciepło jego ciała bije przez gruby materiał moich rajstopów które już teraz będą poplamione farbą czy nasieniem czy obydwoje razem. Każdy ruch to dreszcz aż pod mostek gdzie puls bębni jak młotek dźwiękowca przed startem ujęcia które idzie za pierwszym razem bez cięcia próbnych scen ale tego nikt nie wie oprócz nas dwóch i lavaliera ukrytego pod stanikiem który rejestruje każdy jęk ja słyszę tylko swoje serce tłukące o żeberka gdy on przyspiesza rytm a ja chwytam za framugę okienne żeby nie upaść dopiero teraz czując że to właśnie tu koniec drogi wytrysk głęboko we mnie niczym iniekcja której nikt nie zamówił ale wszyscy chcą zobaczyć jak idzie drugim podejściem bo reżyser lubi naturalne sceny bez dubbingu.