Mundurek rozpięty między regałami biblioteki późnym popołudniem
Ja czuję chłód betonowej posadzki przez rajstopy. Moje buty leżą pod stołem z karteczką 'zwrot książek'. On stoi za mną. Jego dłoń na moim biodrze drapie cienką tkaninę mundurka. Zauważam jego pierścionek gdy mnie ściska. Smak metalu w ustach. Wentylator na drugim biegu dmucha ciepłe powietrze nad naszymi głowami. Powiadomienie WhatsApp miga na telefonie leżącym wśród podręczników - 'gdzie jesteś. '. Nie odpowiadam. Mundurek spada z ramion. Pasek trzyma się jeszcze przy szyi. On szarpie moje spodnie w dół. Stringi pękają przy udzie. Ja łapię się półki pełnej notatek socjologii. Papier drży pod moimi palcami z czerwonym lakierem z odpryskami. Czuję jak wbija się od tyłu bez pytania. Ból przechodzi falą po brzuchu. Dyfuzja 1/4 rozmazuje światło lampy wiszącej nad czytelniami - tylko jego sylwetkę widzę ostro przed obiektywem szerokokątnym. Bas przez ścianę budynku bije rytmicznie jak nasze ciała. Pot ze skroni spływa mi po krzyżu. On chwyta moje włosy i ciągnie głowę do góry - ja patrzę w lustro między tomami psychologii społecznej i widzę nas odbitych, ja z rozwichrzonym makijażem, on z napiętą szczęką i rękoma pełnymi mojej skóry. Lavalier ukryty pod stanikiem zabiera każdy jęk do miksera za ścianą. Ja kiwam głową gdy chce silniej. Ale potem woła stop i ja przestaję. Oddychamy ciężko oparci o drewniane regały. Petrolowy zapach farby miesza się ze strachem i potem. Na ekranie kontrolnym migają trzy kamery jednoczesne ujęcie. Jeden plan pokazuje tylko nasze stopy splątane wśród porozrzucanych zeszytów. Drugi kadruje twarze blisko szklanej tablicy ogłoszeń. Trzeci śledzi ruch dłoni po udzie w świetle padającym zza okna orientowanego zachód.