Czarna sylwetka nad białym brzuchem w świetle poranka
Kamera startuje od okna. Świt leje się przez szpary w drewnianych okiennicach z odpryskaną farbą. Pokój ma wygniecioną poduszkę ecru z welwetu na podłodze. On leży na kanapie, skóra napięta między obojczykami. Softbox pod kątem 45 stopni rzuca cień jej bioder na ścianę. Reżyser każe trzymać kadr. Dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem numer sześć. Brunetka staje nad nim tyłem do światła. Jej pośladki blokują horyzont za szybą. Kolanko drży przy pierwszym opuszczeniu się w dół. Bas z sąsiedztwa bije rytm jak bicie serca. Stringi wiszą u kostki jednej nogi. Druga stoi płasko obok uda mężczyzny - niedopasowane bawełniane prześcieradła leżą zwalone koło łóżka jak popioły po pożarze. Kamera zmienia ostrość, od twarzy do pasa bioder i spływającej jodymy po udzie wewnętrznym. On nie rusza rękoma - tylko napiera biodrami w górę gdy ona przyspiesza tempo wezwania mięśni brzucha widocznych przy każdym opuszczeniu się niżej i wyżej ponownie wzdłuż długości jego kutasa który znika całkiem przy głębokim wejściu trzymanym kadrem dwanaście sekund bez cięcia. Pociągają za włosy by ustawić kąt kontynuacji zbliżenia. Ona woła stop gdy czuje koniec cyklów naprężeń. Reżyser mówi cut ale nie rusza się. Jeden ostatni ruch biodrami a potem cicha chusteczka przesuwana po wnętrzu uda by oczyścić ślady jaja które wyszło. Wygnieciona poduszka zostaje tam gdzie spadła. Bas milknie dopiero gdy świt dociera do środka pokoju i świeci prosto na mokre miejsce między ich ciałami które jeszcze nie rozłączyły się całkiem. Znak końca sceny to delikatne cofnięcie bioder i cisza która pada jak kurz po eksplozji.