Pierwsze podejście na balkonie późną nocą
Drugie piętro bez windy. Balkon z widokiem na skuter stojący pod latarnią. On stoi przodem do ceglanej ściany, ramiona napięte, plecy wilgotne od wilgoci z deszczu sprzed godziny. Ona podchodzi od tyłu, palce wbite w jego barki. Jej czarne włosy przyklejone do szyi. Dźwięk kapiącej wody z prysznica sąsiedniego mieszkania wpada przez otwarte okno. Kamery ustalone, jedna nad drzwiami balkonowymi, druga w kącie pokoju, trzecia montowana na statywie przy łóżku. Reżyser każe nie ruszać kadrem dopóki nie padnie hasło 'start'. On opiera czoło o chłodny mur. Ona unosi sukienkę jednym ruchem, paznokcie ocierają się o materiał rajstop. Pierwsze wejście powolne, głębokie westchnienie złapane przez boom mikrofon wiszący nad stołem jadalnym. Lavalier ukryty pod jej stanikiem przesyła każdy dźwięk gardła. Po dziesięciu sekundach on obraca biodra, ona odpowiada ruchem naprzód. Skóra ślizga się po skórze przy każdym pchnięciu. Reżyser woła 'cięcie' gdy deska podłogowa głośno trzasnęła pod ich ciężarem. Wchodzimy do środka - scena kontynuuje się w sypialni przy świetle lampki nocnej z dyfuzją 1/4 przed światłem kluczowym. Misjonarska pozycja rozpoczęta od nowa bez słów - on patrzy prosto w nią, ona trzyma tempo własnym rytmem oddychania. Obiektyw 50mm otwarty na f/1.8 rozmazuje tło, pełna szklana popielniczka stoi nieruchomo na parapecie obok drewnianej ramy okiennej z odpryskanym farbą lakierkiem czerwononym z odpryskami spod paznokcia środkowego palca lewej dłoni jej prawej ręki która teraz ściska poszewkę poduszki jakby chciała ją zerwać ze szwu który już pękł dwa miesiące temu według logbook-u reżyserii którego nikt nie czyta ale ja mam go przed oczami bo to moja robota, wiem że to był dzień po pogrzebie teściowej i właśnie dlatego dziś gra tak mocno bo musi wyjść ze skóry żeby nie myśleć o tym co było ale teraz to nie ma znaczenia bo ona mówi stop i odsuwa się pierwsza po chwili ciszy która trwa dokładnie dwadzieścia jeden sekund liczone przez minutnik dźwiękowy który działa ale nikt go nie słucha bo wszyscy patrzą jak jej kolano ociera się o brzeg materaca zostawiając plamę potu kształtem przypominającą Polskę wschodnią granicę a potem znika za kurtyną którą ktoś zapomniał zamknąć choć było po północy i ulica już śpi oprócz psa u babcinego płotu który szczeka bez powodu.