Brunetka i gospodyni w warszawskiej kuchni pod świtem
Trzy kamery. Jedna nieruchoma nad lodówką. Druga na statywie przy oknie. Trzecia trzymana ręcznie zza pleców mężczyzny. Softbox pod 45 stopni odbija się od kaflowej ściany. Blaty z laminatu pokryte plamami tłuszczu i resztkami śniadania. Pusta kawiarka sterczy na płycie grzewczej jak pamiątka po porannej rutynie. Okiennice drewniane, farba odpada w paskach. Na stole kluczyki od skutera i niedopite piwo w szklance. Gospodyni ma rdzawy fartuch zaplotany za plecami. Jej włosy związane niedbale, kilka kosmyków spada na czoło. Brunetka klęczy na chłodnych płytkach, policzek przyciśnięty do uda starszej kobiety. Dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem - cisza trwa dwie sekundy - potem znów szum wentylatora i dudnienie basu z sąsiedniego mieszkania. Ona wybiera tempo - jej język pracuje wolno, potem szybciej po bruzdzie między pośladkami a udem - mężczyzna stoi za nią z rękoma splecionymi za głową jak widział to wszystko wcześniej ale teraz patrzy inaczej bo to prawda a nie film - jego penis wystaje spod koszuli bez majtek - gospodynia chwyta go za włosy ale nie przyciąga tylko dotyka czubkiem palca gardło brunetki by sprawdzić głębokość - ta kiwa głową więc idzie dalej - ślina cieknie po mosiężnym zaworze podlewania roślin - światło migocze razem z ekranem telewizora który działa bez dźwięku - wyświetlacz pokazuje godzinę, 06, 17 - drugi mężczyzna stoi w drzwiach ze skrzyżowanymi nogami i ociera but o mur jakby czekał na autobus ale patrzy prosto w tyłek brunetki który dynda przy każdym nachyleniu - ona oddycha przez nos szybko przez zmarszczone nostry a potem otwiera usta szeroko żeby pomieścić więcej ciała które wciska się między jej policzki bez pytania o zgode bo już była dana wcześniej przy wejściu gdzie podpisała papier że może być brutalnie używana jeśli chce pieniędzy teraz jest gruntowne pieprzenie twarzą o brama zadku gospodyni która kręci biodrami jakby tańczyła disco polo roku tysiączne dziewięćset osiemdziesiąte piąte a może siedemdziesiąte siódme bo czas tu się topi jak cukier w herbatniku Potrzebuje więcej mówi jednym tchem i wciska brodę głębiej a drugi facet nadal stoi tylko teraz ma rękę we własnych spodniach ale nie rusza się bliżej bo wie że to ich scena nie jego nawet jeśli patrzy tak długo że można myśleć inaczej Ale nikt nie myśli Teraz słychać tylko chrupanie skóry o skórę wilgoć która kapie na płytki rytmicznie jak deszczyk letnim popołudniem Ktoś woła stop gdy kończą Ale nikt naprawdę nie kończy To dopiero początek.