Brunetka w rajstopach na przystanku w Gdańsku
Ja stoję przy przystanku tramwajowym drugiego piętra nad Wisłą. Moje nogi drżą lekko w rajstopach 70 den. Czuję wilgoć między udami. Odgłos nadjeżdżającego tramwaju miesza się z basem z czyjegoś telefonu. Mężczyzna podchodzi od tyłu. Jego dłonie na moich biodrach. Ja nie odwracam wzroku. Patrzę prosto w kamerę montowaną przez operatora przy słupie ogłoszeniowym. Dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem. Moje paznokcie - czerwony lakier z odpryskami - wbijają się we własne uda gdy on przyciska mnie mocniej. Smak metalu na języku. Bas przez ścianę budynku pulsuje razem ze mną. Gumowe klapki leżą nie na swoim miejscu - jedna pod ławką, druga przy śnieżniku autobusu. On szepcze coś o porze obiadu ale ja słyszę tylko bicie serca pod koszulką biustonosza który już nie trzyma kształtu. Moja dłoń chwyta jego rękę by ustalić rytm - ja wybieram tempo. Drewniane okiennice naprzeciwko mają odpryskaną farbę pomarańczową jak ten dzień który nikomu nie należy do opowiedzenia później za stołem rodinnym gdzie nikt nie pyta skąd wróciłaś późnym popołudniem po pracy. Potrzebuje więcej ciśnienia tuż nad kostką gdzie nitka rajstop się kończy. Skóra. Jest nagła. On wciska kolano między moje uda a ja kiwam głową tak to jest dobre teraz szybciej proszę. Światło miasto ludzie nic nie widzi bo wszyscy patrzą w ekrany. Tylko my wiemy co znaczy stać nieruchomo gdy całe ciało krzyczy by uciekać albo paść. Ja czuję jak moja cipa pulsuje sama bez dotyku po prostu czeka. Kamera szuka zbliżenia ale ja blokuję kadrując twarz samemu sobie. To mój wybór ten moment ta narracja ta jama pod mostem Wisły która gryzie gardło jak pierwszy pocałunek latem dziewięćdziesiąt siedem.