Brunetka w rajstopach przy oknie warszawskiej kawalerki
Drugi pokój na prawo od schodów, sufit nisko zawieszony nad starym parkietem. Brunetka w morskim szlafroku stoi plecami do szyby, światło padające ze strony wschodniej rzuca cienie na jej biodra. Okulary słoneczne leżą na książce faceciu pod oknem. Rajstopy 70 den ocierają się o kolana gdy opiera się o parapet. Jej dłoń sunie po szybie jakby malowała tor sosu. Chłopak podchodzi cicho z drugiego końca pokoju, ręką unosi szlafrok powyżej talii. Ona nie obraca głowy ale kiwa nią lekko - znak startu. Kamera trzymano ręcznie przez pierwsze dwadzieścia sekund potem przeniesiono ją na statyw koło lodówki. Trzy kamery ustalone przed sesją działają równolegle - jedna z ziemi między nogami łóżka druga tuż nad lustrem obok łazienki trzecia montowana była późnej przy piecu elektrycznym. Kluczyki od skutera leżą rozrzucone obok telefonu który wyświetla pauzę WhatsAppa o porze obiadu. Bas bije przez ścianę z sąsiedniego mieszkania gdzie ktoś ogląda mecz w telewizji płaskiej umocowanej wysoko nad wanną. Ona wybiera tempo. Kąt. Nagrania więc nachyla się mocniej łokciami wspartymi o parapet palce wbite w gumkę rajstop które teraz spływają po udach niczym topiący się lód plastikowy butelki stojącej na parapecie uderza o szybę rytmicznie razem z jej ciałem która oddycha coraz gwałtowniej pot między łopatkami tworzy smugę po linii kręgosłupa a on wciska się głębiej ramiona drżą mięśnie napinają się jak linki gitary basowej grającej tę samą nutę co bicie serca mikrofon lavalier ukryty pod stanikiem zbiera każdy westchnienie każde chrząknięcie gardła każdego kolejnego wepchnięcia którego nie liczy tylko czuje jak pulsuje w niej falując aż do kostek gdzie nitki rajstop przylegają wilgotne do skóry której barwa zmienia się pod wpływem tarcia, temperatury rosnących jak temperatura termometru przy drzwiach balkonowych które otworzyła wcześniej żeby wpuszczyć zapach deszczu który właśnie minął. On kończy pierwszą rundę i cofa się by wyjąć telefon by sprawdzić czas. Ona prostuje plecy ale nie zakrywa ciała tylko bierze głęboki oddech patrząc prosto w obiektyw. Powtarza to samo jeszcze dwa razy najpierw siedząc na brzegu łóżka potem klękając sama przed lustrem. Kabaretki zostają zarzucone za fotel. Czerwony lakier zaczyna odpadać z paznokci. Szlifowany guzik spada między deskowanie.