Brunetka w różowym szlafroku przy drewnianych okiennicach
Moje kolana zapadają się w materac. Czuję wilgoć pod pośladkami i dreszcz między łopatkami. Około południa, pora obiadu gdzieś dalej, ale tu cisza prócz basu z sąsiedniego bloku przez ścianę. Drewniane okiennice z odpryskaną farbą drgają lekko od wiatru wpadającego przez szczelinę. Moje włosy leżą ciężko na karku, spocone od ciasnego pokoju bez wentylacji. Różowy antyczny szlafrok wisiał wcześniej na kołatce - teraz leży pod stopniem łóżka, jedna rękawica rozmazana w popłochu. Kamera stoi nisko, otwarta szeroko - wiem że to obiektyw 85mm bo widziałam jak go montowali przed wejściem do klatki schodowej. Lavalier był ukryty pod moim stanikiem dopiero do chwili gdy rozpiął hak i zdjęła mi go ustami. Czułam ciepło jego języka i smak soli z mojej skóry. Przywarliśmy do siebie tak mocno że nie było miejsca na wahanie. Jeden uchwyt za szyję a druga ręka między nogami - on nie pyta tylko działa a ja odpowiadam naporem bioder. Ja wołam stop kiedy czuję przekręcanie kostki nadgarstka - to nasz znak że zmieniamy rytm albo pozycję bez przerwy nagrania. Trzy kamery pracują non-stop ale tylko ta przy szafce nocnej pokazuje jak sięga mi palcami do środka ust podczas minetytu. Nie ma muzyki tła tylko nasze jęki i trzeszczenie sprężyn które słychać nawet przez mikrofon wbudowany w telefon leżący obok ładowarki USB-C na stole z kluczykami skutera i niedopalonym papierosem w talerzu po jogurcie. Ja patrzę prosto w celownik drugiej kamery gdy nachyla się nade mną plecami do światła padającego zza firanek. Nie udajemy. To jest pierwsze podejście i idzie dobrzej niż próbne ujęcie sprzed godziny.