Brunetka z Gdańska na balkonie i w sypialni
Balkon na drugim piętrze nad uliczką w Górnej Dzielnicy. Drewniane okiennice z odpryskaną farbą rzucają cienie o godzinie szesnastej trzydzieści. Brunetka w szlafroku szałwiowym staje tyłem do kamery, palce oparte o chropowaty beton poręczy. Dźwięk fal dociera przez mury jak tło pod bas. Kamera OTS zza balustrady pokazuje jej profil, widok miasta za plecami. Reżyser zmienia kąt w połowie ujęcia - teraz plan średni od przodu, ona odwraca się powoli. Sztuczne światło pada pod kątem 45 stopni, softbox zakryty lnianym ręcznikiem dla rozproszenia. Ona otwiera szlafrok jednym ruchem - pod spodem nic oprócz czarnych stringów z koronki makramy i mokrego ręcznika leżącego przypadkiem na płytkach pod nogami. Jej dłoń sunie po brzuchu aż między uda. Mężczyzna wchodzi w kadr z lewej, bez cienia wahania. Pierwsze dotknięcie - jego palec na jej szyi, potem niżej po mostku. Ona wybiera tempo - kiwa głową i cofa się ku drzwiom balkonowym. Wnętrze mieszkania, niedopasowane bawełniane prześcieradła, ekspres do kawy jeszcze ciepły na blacie. Obiektyw 85mm otwarty na f/2.8 zbliża się na twarz mężczyzny gdy nachyla ją do tyłu nad fotelik biurowy przy oknie bez firanek. Jej kolano unosi się wysoko, on wsuwa się między uda bez zwłoki - pierwszy napierdzielacz pełen siły i rytmu jak bijący puls miasta za szybą. Skórzanymi rękoma trzyma ją za biodra mocując każdy pchnięcie głęboko aż słychać chrupnięcie sprężyny fotela i westchnienie przez zaciśnięte gardło dziewczyny. Przejście do widełek - on klęczy przed nią przy łóżku, język wbija prosto w jej dziwkę dopóki nie krzyczy imieniem które nie ma znaczenia. Powrót do dużego planu całkowitego przy łóżku gdzie on pieprzy ją bokiem, jej grzbiet wygięty jak łuk, palce rozmazują ślizg po materacu. Lavalier ukryty pod stanikiem łapie każde sapnięcie. Trzy kamery pracują równolegle, główna frontalna, jedna nad głową dziewczyny, trzecia montażowa ustawiona nisko by złapać moment gdy on spuszcza sie prosto na jej twarz. Ona oblizuje mu nasieniem policzek nie prosząc o wolę. Późne popołudnie topi się we wspomnieniu.