Brunetka z Gdańska nieśmiała w sypialni na drugim piętrze
Szeroki plan wnętrza mieszkania typowej Gdańszczyzny. Drewniane okiennice z odpryskaną farbą przepuszczają smugi słońca późnego popołudnia. Kamera ustawiiona za szafką nocną - obiektyw 85mm otwarty na f/2.8. Przysłona chwyta każdy cień pod obojczykiem brunetki. Ona leży nieruchomo pod bawełnianym prześcieradłem koloru ecru. Jej palce drgają przy brzegu tkaniny. Reżyser zmienia kąt w połowie ujęcia - teraz widok zza barku mężczyzny. Jego dłoń sunie po jej biodrze. Ona. Nie cofa się tylko kiwa głową ku górze jakby mówiła to jest dobre wejdź powoli. On wciska palec między jej uda a ona sama prowadzi jego rękę głębiej jakby wybierała tempo swoje własne tempo bez słów bez jęków tylko ruchem ciała który mówi więcej niż dialogi które mogłyby być napisane przez scenarzystę który nigdy tu nie był. Pierwsze wejście - ostrość pada dokładnie na jej twarz - skurcz mięśni policzkowych łagodny ale wyraźny wdychanie powietrza przez nos gdy penetruje ją całkowicie do oporu gdzie czuje go najgłębiej gdzie dociera tam gdzie wcześniej nikt nie był albo tak przynajmniej wygląda z tej perspektywy kamery która teraz jeździ Steadicamem nad ich torsami zbliżenie mikroskopowe potu spływającego z brody mężczyzny prosto na jej pierś lewe oko zamknięte prawe szeroko otwarte patrzy prosto w obiektyw jakby pytała czy to widać czy to idzie czy ja dobrze gram czy to co robię wystarczy żeby było wiarygodne bo przecież to ma wyglądać jak życie a nie film tylko że właśnie życie często wygląda jak film gdy ktoś trzyma kamerę, woła cięcie. Ale tu cięcia jeszcze nie ma więc kontynuuje doggy przy parapetcie drewno skrzypi identycznie jak schody przed latarnią koło stacji Oliwa tylko głośniejsze bardziej rytmiczne synchronizowane ze stukaniem wentylatora pracującego na drugim biegu którego cień migocze po ścianie razem z falującymi plecami mężczyzny który teraz chwyta ją za włosy ale delikatnie bo wie że granica jest cienka a ona odpowiada poruszeniem bioder naprzód naprzód naprzód dopóki nie słychać charakterystycznego świstu wydechu gdy dochodzi pierwszy raz potem drugi szybciej bez pauzy język wysunięty wilgotny dotyka dolnej wardzy mężczyzna patrzy prosto w nią mówi coś szeptem co nie trafia do mikrofonu lavalierowego ukrytego pod stanikiem wiszącym teraz na klamce szafy końcówka zbliża się szybko ostatnie ujęcie - dłonie wbite w materac paznokcie malowane czerwonawym lakierem z drobnymi odpryskami przy obramowaniach palców.