Ciemne oczy polskiej brunetki późnym rankiem
Wanna z betonowym blatem, rdzawe kratki ściekowe, płytki w turkusie, ochry. Na ścianie lustro w plastiku z delaminacją po brzegach. Pusta kawiarka sterczy na gazie obok umywalki, ekspres nie działa od dwóch tygodni. Brunetka z krakowskim akcentem stoi naga przy sztorcu - ciemne oczy patrzą prosto w obiektyw 85mm otwarty na f/2.8. Softbox pod 45 stopni rzuca cień jej łona na kafluki drugiego rzędu. Dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem - ona kiwa głową, nie odrywa wzroku. Zdejmuje złote kolczyki kółka jeden po drugim i składa na suszarce do ręczników. Szlafrok szałwiowy leży skompotowany przy koszyku z brudnymi majtami - teraz ma tylko rdzawy szlafrok z flaneli i mokre włosy przestrzepione przez palce. Włącza prysznic jednym ruchem dłoni nad głową - strumień trafia ją w szyję i mostek natychmiastowo bez testowania temperatury bo wie ile da radę wytrzymać jak długo będzie chciała grać ten taniec dłużej niż poprzednim razem gdy zdjęcie było robione za trzy dni przed rentgenem bioder które miała potwierdzić czy dysplazja postępuje tak jak podejrzewała że będzie ale wynik był negatywny więc teraz może swobodnie siadać głęboko bez bólu wbijającego się między kości a mięśnie które były wcześniej naprężone jak cumy u cumującego statku który właśnie został uwolniony od holowników i płynie samotnie ku falochronowi gdzie nikt go nie widzi ani nie kontroluje tempa jego wejścia do portu gdzie tylko morze słucha jego sygnałów dźwiękowych które są ciche ale pełne intencji która jest teraz widoczna gdy idzie pod deszczownicę tyłem naprzód by najpierw poczuć chłód pleców a dopiero potem twarzy by potem obrócić się całkiem frontem do kamery która została ustalona jako stała pozycja od samego początku sesji której celem było pokazanie pełnej kontroli nad każdym milimetrem ciała każdego gestu każdej sekundy czasu który ona wybiera tempo a nie operator który tylko rejestruje to co zostało zaplanowane przez nią wcześniej przy stole nocnej gdzie zostawiła swój telefon z powiadomieniem WhatsApp od koleżanki że spotkanie u fryzjera zostało przełożone o godzinę co dało jej dodatkowy czas by skupić się wyłącznie na tym momencie który trwał dokładnie siedem minut dwadzieścia trzy sekundy według stopera wiszącego nad lustrem którego nikt oprócz niej nie widział ponieważ była sama w mieszkaniu drugiego piętra starego bloku przy ulicy świetojńskiej gdzie drewniane okiennice miały odpryskania farby a za rogiem słychać było skutery porannych dostawców które jeździły tamtejszymi uliczkami codziennie o tej porze.