Krakowska brunetka bez wstydu na piątkowym świcie
Mam jeszcze rozmazaną szminkę z poprzedniej sceny. Czuję ciepło papierosowego dymu na języku - paczka Marlboro czerwonych leży obok telefonu. Piątkowy wieczór wpada przez drewniane okiennice z odpryskaną farbą. Ja decyduję nad tempem. Moje nogi rozchylone, paznokcie malowane czerwonym lakierem z odpryskami wbijają się w pościel. Kamera stoi nisko, obiektyw 85mm otwarty na f/2.8 łapie każdy drgający mięsień. Lavalier ukryty pod stanikiem rejestruje każde westchnienie tuż przy sutku. Nie patrzę w soczewkę - patrzę przez nią, prosto w ekran. Moje biodra unoszą się same, plecy wyginają się nad brzegiem materaca. Pot ścieka między piersiami, spływa do jamki pępka. Palce wbijam sobie głębiej, druga ręka ściska sutek aż boli. Słychać bas ze skuterów jadących Plantami. Ja wybieram kiedy, jak głęboko. Bursztynowe światło lampy kołysze się na ścianie rytmicznie jak moje biodra. Oddech przerywa mi falę po fali. Napinam mięśnie we wnętrzu, kurczę się wokół własnych palców a potem gwałtownie odpuszczam. Jest więcej krwi niż zwykle. Skóra napięta jak bęben. Zatrzymuję się tylko po to żeby przewrócić telefon ekranem do dołu. Wiem że on czeka za drzwiami. Ale ja gram swoim czasem. W końcu wołam go po imieniu. On klęka obok łóżka. Jego język tam gdzie moje palce były minutę temu. Ja prowadzę jego głowę, nie on mnie. Nasze spojrzenia spotykają się gdy schyla się bliżej. Nie ma potrzeby mówić nic więcej. Tylko dreszcz który przechodzi przez nas oboje gdy jego broda ociera moją wewnętrzną stronę uda. Światło gaśnie razem z końcem baterii kamery ale ja wiem że ujęcie poszło za pierwszym razem.