Krakowska brunetka dominuje w hotelowym pryszncie
Ja siedzę na brzegu wannę. Cienie pada ze szczeliny pod drzwiami. Deszczownica cieknie od ostatniego gościa. Smród starych rur miesza się z perfumami. Moje ciemne włosy leżą wilgotnie na ramionach. Gryzę paznokieć licząc sekundy. On staje w framudze drzwi do prysznica - nagi, spocony, czeka na sygnał. Podnoszę rękę i mówię stop gdy czuję mdłości. Dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem. Nie ruszam się póki nie usłyszę trzech uderzeń w ścianę. Potem kiwam głową. Zdejmuję szlafrok szałwiowy - wiszy na krześle obok okularów słonecznych leżących na książce Leśniaka o urbanistyce miasta. Idzie pod deszczownicę pierwszy raz dzisiaj - temperatura dopiero się reguluje. Widoczne są jego plecy napięte jak sprężyna gotowa do pęknięcia. Wraca po dwóch minutach cały czerwony jakby parzyła go woda zbyt gorąca albo za silny strumień spada mu między łopatki aż trzeszczy skóra po opaleniznie sprzed miesiąca nad Dunajcem gdzie był z innymi dziewczynami które nie miały takich ust jak ja moje są bardziej wygięte ku górze niż zwykle mówił mi to jeden operator który teraz trzyma kamerę nr dwa przy wejściu do łazienki właśnie zmienia kąt bo chce uchwycić moment gdy siadam bokiem na łóżko które piszczy jak stare drewno pod ciężarem dwóch osób jednocześnie ale ja jestem sama najpierw potem przyjdzie on bordowe szelki rajstop ocierają mi uda mam je od piątku nie zdążałam wyprać one były jedynym rzeczywistym wyborem dziś rano bo miałam tylko te i czarne stringi z koronki makramy które wybrałam bo pasują do kolczyków złotych kółek które nosił ten drugi facet którego nie pamiętam imienia ale wiem że był inżynierem budowlanym i mówił że lubi moją postawę że jestem twarda jak beton armowany a teraz ten tu stoi przede mną bez butów bez koszuli bez żadnej maski tylko jego twarz pełna nerwu i pot nasila się szybciej niż myśl może nadążać za nim idzie za mną przez pokój gdzie stoi ekspres Nespresso niedopasowane prześcieradła zaplute poplamione winem portugalskim które kupiliśmy przypadkiem jadąc metrem linia A tam była awaria więc wysiadliśmy przy Placu Centralnym i poszliśmy pieszo a teraz on klęka przede mną ja patrzę prosto w górę unosi moje nogi sztywnieję gdy dotyka językiem wnętrza uda smakuje metalu farba odpada z drewnianych okiennic nadal ma ten sam zapach co sto lat temu ludzie tu żyli umierali płakali śmiali się pewnie też pieprzyli się tak samo intensywnie jak my teraz tylko że on ma mniejszą wytrzymałość fizyczną krztusi się po dwóch minutach ja kontynuuje poruszając biodrami naprzód wsparta łokciami na materacie który śmierdzi wilgocią ale nic to nie zmienia.