Krakowska gospodyni w rajstopach na podłodze salonu
Ja siedzę na kolanach przy brudnej kanapie. Moje ciemne włosy wiszą przed twarzą. Rajstopy 70 den ciągną się po lewym udzie. Czuję chłód parkietu przez kolano. On staje przede mną w butach. Trzyma za grzywę i delikatnie szarpie. Ja unoszę głowę. Smak gumy do żucia w ustach. Bas z sąsiedniego bloku pulsuje przez podłogę. Drewniane okiennice mają odpryskiwaną farbę u dołu. Za nimi ulica Kazimierza, tramwaj dudni o dziesiątej wieczorem. Pudełko zapałek leży obok moich dłoni - do połowy puste. Tabakowy kurz osiadł na blacie stołu obok niedopitej herbaty. Środek tygodnia nie czeka na uprzejmość. On puszcza włosy i odpina pasek. Ja nachylam się pierwsza. Jego kutas cieknie na moją dolną wargę. Lizać powoli to jego pomysł ale ja decyduję o głębokości. Dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem więc milkniemy sekundę potem ja biorę go całkiem w gardło i chrząkam głośno żeby było słychać nawet bez mikrofonu ukrytego pod stolikiem telewizorowym. Potem idziemy do tyłu przy kanapie. On wbija się mocno ale ja mówię stop jak potrzeba przerwy więc zwalnia. Moje paznokcie drapią tapicerkę. Czerwony lakier zaczyna odpadać. Jeden guzik koszuli wiszy luzem. Nie ma światła kluczowego tylko lampka nocna koło łóżka które nie zostało użyte. Trzy kamery, jedna zza barku druga nad lustrem trzecia tuż nad naszymi nogami żeby złapać moment gdy on spuszcza się na moje plecy i zostawia wilgotny ślad który schładza się szybko od przeciągu z okna które nie domyka się do końca. Ja oddycham szybciej niż on. Na końcu siadam sama na tej samej kanapie patrząc w ścianę gdzie wiszą stare zdjęcia rodzinne których nie ruszamy bo to nie ten typ sesji.