Samotna warszawska gospodyni dotyka czarnych stringów przy świecy
Czuję wilgoć między udami. Topniejący wosk spływa po ścianie komody. Drewniane okiennice zaciągnięte do połowy. Na stole resztki kolacji - talerz z niedojedzoną pastą, szklanka białego wina. Zapach czosnku jeszcze wiszy w kuchni. Ja siedzę na skraju łóżka. Moje palce suną po brzuchu. Dyfuzja 1/4 na zbliżeniu rozmazuje światło ze świecy. Lavalier ukryty pod stanikiem chwyta każdy westchnienie. Moje włosy lśnią od potu przyklejone do szyi. Czarne stringi ocierają się o skórę gdy się poruszam. Bas z lokalu na parterze drży przez podłogę. Ja decyduję o tempie więc nie przyspieszam ani nie zwalniam tylko idę za impulsem ciała które wie co chce. Lewa dłoń ściska pierś przez cienką tkaninę majtek druga grzebie we włosach łonowych delikatnie najpierw potem mocniej gdy napięcie rośnie moje uda drżą mięśnie napinają się jak linki palce wbijają się w materac gdy dochodzę pierwszy raz a potem drugi powoli coraz głębiej wtłaczając dłoń między nogi oddycham ciężko przez nos oczy zamknięte broda oparta na piersiach lampka kołysze się lekko jakby ktoś minuty wcześniej wyszedł zostawiając mnie samą albo jakby był tu ktoś kto już odszedł ale jeszcze czuć jego zapach perfum mieszanych z wonią skóry ja otwieram oczy patrzę prosto w obiektyw, mówię to jest moje ja to kontroluję ja to wybrałam i wracam do ruchów falujących biodrami podnosząc pelvis wysoko trzymając pozycję kilka sekund nim opadam plecami na poplamione prześcieradła kończę cicho bez krzyku tylko jęk wydobywający się z gardła niczym westchnienie ulgi a nie triumfu bo to nie była walka tylko powrót do siebie samej gdzie każda nerka odpowiada gdzie puls bije synchronicznie z migotaniem płomienia który zaraz dogasa.