Antracytowy szlafrok i ciasne więzy na jej nadgarstkach
Ja czuję wilgoć między udami. Moje plecy dotykają chropowatej tkaniny fotela. Antracytowy szlafrok wiszący na drzwiach łazienki. Ja słyszę jak dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem. Jego dłoń ścisnęła moją szyję od tyłu. Więzy wbijają się w nadgarstki gdy sięgam po używane czasopismo na szafce nocnej. Strony trzeszczą jak papier w starym mieszkaniu. Ja patrzę w lustro nad komodą - moje oczy pełne ciepła i strachu. On pociąga za linkę między palcami. Dyfuzja 1/4 na zbliżeniu sprawia że światło pada miękko na nasze twarze przy ścianie. Skóra sucha gdzie stykamy się biodrami. Ja wołam stop gdy chce zmienić kąt i on puszcza napięcie natychmiast. Niedopasowane bawełniane prześcieradła leżą pod łóżkiem drugiego piętra bloku przy ulicy Dworskiej. Bas przez ścianę bije rytm jak serce po uderzeniu w żebra. Jeden kolczyk spadł między sprężyny materaca - złote koło utracone wśród brudu codziennego życia. Ja wdycham zapach jego potu mieszany z tanim mydłem z apteki Kościelnej numer osiemnaście rano bez snu ani przerwy telefonu który milczy od godziny pięć trzydzieści siedem minut temu widziałam powiadomienie WhatsApp ale nie odpowiadałam bo byłam zajęta rozpinaniem guzików które teraz leżą we wannie pełnej brudnych skarpetek kluczyków od skutera, pustej butelki po piwie grzmoty za oknem a ja czuję jak coś tam w środku pulsuje mocniej niż wcześniej wiem że to nie strach tylko energia która wystrzeliła naprzód gdy jego język znalazł miejsce tuż nad lodzem ja kiwam głową on ciągnie mnie za włosy do tyłu światło ze świetlówki mruga raz dwa trzy cztery pięć sekund absolutnej ciemności potem znów działa ja oddycham szybciej niż wcześniej wiążemy się ponownie tym razem bardziej ciasno więcej bólu więcej bliskości więcej prawdy.