Dominująca brunetka na parkingu pod latarnią
Czuję wilgoć skóry na języku. Bas z radiowego skutera bije przez podeszwę buta. Ja stoję, on klęczy. Latarnia rzuca cień jego pleców na beton. Moje czarne matowe stringi przylegają od potu. Lavalier ukryty pod stanikiem szumi lekko przy każdym ruchu bioder. On ssie mocno, ja trzymam go za włosy, patrzę prosto w obiektyw 85mm otwarty na f/2.8. Słychać świst opon daleko. Ja mówię stop i patrzę mu w oczy - to moje tempo. Oddycham przez nos, liczę sekundy do ponownego startu. Potem idziemy do ciemniejszego zakątka między dwoma ciężarówkami. On przyciska mnie do blachy, ja gram po jego szyi paznokciami z czerwonym lakierem z odpryskami. Kluczyki od skutera leżą na blaszanej pokrywie studzienki obok torby sportowej. Szklanka wody do połowy pełna stoi na karoserii - pijełem przed drugim podejściem. Wiatr dmucha przez otwartą marynarkę, chłód dotyka sutków przez jedwajśniętą koszulkę bez rękawów w kolorze czarnym matowym. Przechylam głowę do tyłu, słyszę trzask aparatu fotograficznego gdzieś z budki kontrolnej. Jeden kadr trwa długo - reżyser nie woła cut. Skóra ociera się sucho o skórę. Ja prowadzę ruch biodrami. Nie ma muzyki, tylko echo naszych oddechów i twardy dźwięk uderzeń ciała o metal. Wczesny ranek, mgła unosi się nad asfaltem. Kamera zbliża się bez ostrzeżenia. Kończę pierwsza, on dopiero rusza drugą rundę. Pociągam za linkę spustową migawki samej sobie. Światło gaśnie nagle, potem wraca. Nikt nie pyta czy chcemy przerwy. Ja decyduję kiedy kończymy. Ostatni akt przy płotcie ogrodzeniowym, nogi rozwarte szeroko, on wbija się brutalnie ale według moich znaków dłonią po szyi.