Dominująca doświadczona kobieta mocno klapsuje klęczącego mężczyznę
Drugie piętro nad warszawskim podwórkiem. Skutery stoją przy murze. W pokoju panuje pora obiadu - za oknem cisza. Kamera startuje od podłogi. On stoi na kolanach między jej stopami. Jej niebieski pudrowy lakier błyska przy każdym ruchu. Pierwszy klaps pada jak strzał - dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem. Ona nie przerywa rytmu. Lewa dłoń trzyma jego włosy, prawą ręką pcha mocno w tył głowy po każdym uderzeniu. Skóra czerwieńnieje natychmiast. Dyfuzja 1/4 na zbliżeniu rozmywa tylko tło - blizna nad biodrem pozostaje ostro widoczna. On kaszle, ale nie cofa się. Ona czyta jego plecy jak mapę - każdy mięsień drga przed ciosem. Drugi seria, pięć szybkich klaśnięć w rytm spadającego kapeluszu z kranu w łazience. Kap. Kap. Kap. Potem pauza. Ona mówi, to jest dobre. Kiwa głową tak szybko że niemal upada. Ona wybiera tempo. Ono. Się zmienia - wolniej teraz, cięższe uderzenia z opóźnieniem dźwięku o pół sekundy dzięki mikrofonowi lavalier ukrytemu pod stanikiem sieciowym typu stringi z koronki makramy które już wiszą luźno przy udzie lewej nogi gdzie tłuszcz delikatnie drży przy każdej zmianie pozycji on ciągnie ją za kostkę by przyspieszyć ale ona blokuje ruch palcem w górę potem unosi go za brodę patrzy prosto do obiektywu f/28 otwartego szeroko i mówi głośno ja decyduję tu co będzie następne a potem wraca do tyłu chwyta za barki i przybija go twarzą do dywanika który śmierdzi wilgocią niedopasowane bawełniane prześcieradła leżą poskręcane koło fotela szlafrok szałwiowy wiszy na gałęzi grzejnika ekspres parzy ostatnią filiżankę a on jęczy coraz głośniejszy dopóki nie milknie całkiem tylko oddycha przez nos szybko krótko jak pies po biegu końcówka bez wytrysku bez smaku bez gestykulacji tylko sucha skóra dwóch ludzi którzy się znają za dobrze by grać.