Kobieta w antracytowym szlafroku przed zaparzanym lustrem
Trzy kamery. Jedna na półce nad wanną. Antracytowy szlafrok zsuwa się z ramion. Drobiny potu na czole. Koszula leży na podłodze obok mokrych rajstop. Lavalier ukryty pod stanikiem przekazuje każdy oddech. Softbox pod 45 stopni rzuca ciepłe światło na jej tors. Ona stoi przodem do lustra w łazience. Powierzchnia pokryta parą. Zapisane litery imienia, nazwiska palcem we wilgoci. Jej dłoń sunie po szybie ku brodzie. Przesuwa paznokciem po ustach. Odwraca się tyłem do odbicia. Sięga za siebie, rozpina stanik. Biust opada swobodnie. Skóra gładka między łopatkami. Miękkie światło studyjne omiata brzuch i biodra. Druga kamera z sufitu nagrywa nogi w siatkowych rajstopach stojące na chłodnych kaflach. Bas przez ścianę bije rytm miasta o trzeciej nad ranem. Ona wybiera tempo i kąt kamery. Rozkłada dłonie na szybie. Nachyla biodra do przodu. Siatka napina się przy każdym ruchu. Zaparowane lustro ociera policzkami. Bransoletka ze srebra dzwoni cicho przy każdym nachyleniu. Czerwony lakier z odpryskami znika między palcami stóp. Niedopasowane bawełniane prześcieradła poruszają się od ruchu powietrza z wentylatora. Druga dłoń wsuwa się pod materiał szlafroka. Mięsień napięty tuż nad lodowatym środkiem ciała. Przechyla głowę do tyłu. Oczy zamknięte przy pierwszym dotyku wnętrza uda. Bas milknie nagle jakby ktoś wyłączył stereo sąsiadów. Ona nie przestaje tylko zwalnia tempa by oddychać przez nos a nie usta szeroko otwarte teraz już całkiem wilgotne od śliny która spływa po brodzie aż do dolnej wargi gdzie zostaje wisząc przez sekundę nim upada prosto na ceramiczny blat umywalki obok której stoi nieruchomo kilka sekund bez ruchu tylko oddychając ciężko jak po biegu krótkim dystansie ale nie zmęczona raczej pełna energii skupionej teraz wyłącznie tam niżej gdzie jej palec kołysze się coraz szybciej a druga dłoń ściska mocniej bark żeby utrzymać równowagę.