Nieśmiała brunetka i szarobrązowy jedwabny biustonosz w hotelu
Drugie piętro nad osiedlem. Pokój z zaparowanym oknem, światłem nocnej lampy odbitym w lustrze. Ona stoi plecami do kamery, palce na haku stanika. Szarobrązowy jedwab opada bezgłośnie. Reżyser zmienia kąt w połowie ujęcia - softbox pod 45 stopni łapie kontur jej łopatek. Jej cycki wyskakują gwałtownie, sutki sterczą prosto w stronę obiektywu. Mężczyzna nie dotyka. Patrzy tylko. Potem idzie bliżej. Jeden palec sunie po brzegu materiału jeszcze trzymanego pod brodą. Ona wybiera tempo - kiwa głową ku górze i cofa się lekko by go poczuć między nogami. Kamera przeskakuje na uklęknięcie, jego twarz tuż przy lewej piersi, język omiata sutek przez sekundę zanim weźmie całość do ust. Pilot od TV leży na środkowej poduszce - zapalony ekran pokazuje menu VOD-u ale dźwięk jest wyłączony od początku sesji. Bas z sąsiedniego pokoju pulsował pierwsze dziesięć minut potem ucichł jakby ktoś wyłączył urządzenie audio albo poszedł spać. Ona chwyta jego włosy i przyciska mocniej - nie puściła nawet gdy westchnęła przez nos i jej bark drgnął przy drugim ssaniu. Powtarza to samo koło prawej piersi, najpierw język potem pełne obejmowanie jamy ustnej całą masą miękkiej tkanki które pulsuje mu między wargami przy każdym ssącym ruchu żuchwy która odbija się echem od ściany obitej pianką akustyczną gdzie wiszą magnesy pamiątkowe z Zakopanego kupione pewnie przypadkiem przy tankowaniu LPG przed sezonem letnim który właśnie minął bo dziś sobotni późny wieczór a termometr za oknem pokazuje dziewiętnaście stopni Celsjusza mimo że godzina bije dwudziestą trzecią piętnaście według analogowego budzika stojącego na szafce nocnej obok niedopitego kieliszka mineralnej z cytryną której skórka utknęła między szyjką a dnem szkła.