Naturalna blondynka i jej pierwszy raz w hotelu
Hotelowe drzwi zatrzaskują się cicho. Pokój drugie piętro nad plażą. Okna szeroko otwarte na letni upał. Na stoliku kieliszek wódki z odpryskanym brzegiem. Szarobrązowy szlafrok leży na podłodze obok walizki. Softbox pod 45 stopni rzuca miękkie światło na skórę. Dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem. Blondynka stoi przy łóżku, palce splecione za plecami. Jej pierścionek sunie po nadgarstku gdy sięga po guzik spodni faceta. On nie rusza się. Ona decyduje kiedy. Jak. Głęboko. Pierwszy ruch powolny ale pewny. Łóżko skrzypi rytmicznie jak stare huśtawki przy molo. Falochron tłucze się o skały za szybą - dźwięk synchroniczny z ich tempem. Skóra lśni od potu i soli z morza. Jedwabne prześcieradła ślizgają się po biodrach gdy ona przysiada wyżej na jego udach. Jeden palec wetknęty między usta by stłumić jęk. On chwyta ją za kostkę ale ona blokuje dłoń wzrokiem. Ona wybiera tempo. W pokoju woń mokrego chloru i wanilii z lampy aromaterapeutycznej. Kamera nieruchoma ale czujna - niski kąt przez nogę łóżka. Drugi ujęcie bez przerwy bo reżyser nie woła cut. Jej kolano ociera futrynę gdy idzie do łazienki płukać twarz. Wraca bez makijażu, włosy wilgotne jak po basenie. Pora obiadu mijająca bez jedzenia tylko picia wódki prosto ze szklanki. Siatka moskitiera drży od wiatru znad Morza Bałtyckiego. On pada na plecy a ona siada koniuszkami palców między jego udami. Krótka pauza by spojrzeć mu w oczy nim schyla głowę ku sutkom które już sterczą ostro pod światłem głównym. Nie ma potrzeby mówić nic więcej tylko oddychać razem coraz szybciej aż całość zmienia się w jeden długi napływ i odpływ jak fale docierające do brzegu.