Naturalna blondynka i sąsiadka przy basenie późnym latem
Basen świeci butelkowym odbiciem w słońcu schodzącym za sosny. Ja stoję nad brzegiem, mokre włosy kleją się do ramion. Moje nogi drżą lekko od chłodu betonu. Gumowe klapki nie na swoim miejscu - jedna przy szklance limonki, druga pod krzesłem z rajstopami porzuconymi przez nią wcześniej. Sąsiadka wyszła z domu powoli, w białym szlafroku przylepionym do bioder. Jej palce trzymają pasek telefonu. Widzę jej oddech - szybszy niż normalnie. Podchodzę bliżej. Ona nie cofa się. Nasze dłonie spotykają się pierwsze - wilgotne, ciepłe, bez wahania. Przesuwam opuszkami po jej nadgarstku aż do łokcia. Ona kiwa głową - tak jak umówiłyśmy się przed ujęciem. Ja decyduję kiedy ruszamy dalej i to ja prowadzę ją do balustrady. Jej plecy dociskam do metalowej barierki pokrytej kurzem i solą z basenu. Całuję ją tuż pod uchem najpierw delikatnie potem mocniej gdy słyszę jak jęczy mi prosto w szyję. Kamera pracuje cały czas - obiektyw 85mm otwarty na f/2.8 chwyta każdy drobny ruch moich ust po jej skórze. Lavalier ukryty pod stanikiem rejestruje każde westchnienie bez echa. Kluczyki od skutera leżą na stole obok niedopitego piwa, ktoś je zostawił tam przypadkiem po popołudniowej przejażdżce. Po północy światła tarasu migoczą raz potem gasną całkiem ale my nie przerywamy. Jej kolano wsuwa się między moje uda gdy przewracam ją na bok by objąć silniej. Smak chlorowanej skóry mieszanka potu i słońca eksplozja ciepła w żołądku. W końcu siadamy zmęczone jeden leżak dzielimy we dwoje nasze ciała splącione jak gałęzie nad czarną taflą wody która oddycha ciszą. Nic więcej nie ma znaczenia oprócz tego momentu.