Naturalna blondynka w łazience z bielizną petrolowego odcienia
Kamera startuje od stóp na chłodnej glazurze. Moje palce sięgają po guzik spodni. Słyszę swój oddech. Czuję wilgoć między nogami. Bielizna ma barwę petroliowego morza. Stanik trzyma się ciasno. Lavalier ukryty pod materiałem łapie każdy westchnienie. Na stoliku leżą rozrzucone karty do gry. Nikt ich nie zbiera. Światło wpada przez matowe okno nad wanną. Odbija się na płytkach drugiego piętra. Dyfuzja 1/4 rozwala ostre cienie przy twarzy gdy nachylam się bliżej lustra. Patrzę prosto w soczewkę przez odblask szklanej powierzchni. Moje włosy przylepiły się do czoła od porannego potu. Powietrze ciężkie jak po burzy letniej nad Wisłą. Cofam się tyłem aż plecy trafiają w ceramiczną ścianę szafki pod umywalką. On stoi za mną ale nie widać go całkiem tylko jego ręce i sylwetkę w lustrze fragmenty ciała bez kontekstu bez twarzy tylko działanie palców wgłębiających się we mnie przez materiał majtek teraz już mokrych od środka jego paznokieć ociera skórę tuż nad łonem ja mówię to jest dobre i przesuwam biodra naprzeciwko jego dłoni czuję dreszcz a potem ciepło które idzie prosto w brzuch on wciska mnie mocniej ja opuszczam brodę ku piersiom patrząc jak moje sutki twardnieją pod światłem kluczowym który pada ze strony okna jeden promień przecina całą scenę od uchwytu prysznicowego po moje kolano złote kolczyki kołyszą się przy każdym ruchu słychać bas z sąsiedniego bloku ale nikt nie protestuje nikt nie dzwoni po policję tylko my dwoje i ta łazienka pełna pary która osiądała na szybie lusterka toalety kartonowa paczka prezerwatywy leży niedotknięta obok umywarki jej folia błyszczy jak nowa ja biorę głęboki oddech i opieram rękę o framugę drzwi uginając kolana rusza nas coś ostrego rytmicznego bez muzyki bez dialogu tylko hałas ciała tłoczonego o ścianę i bulgot odpływu który działa cały czas niczym taktometr tej całej jazdy która trwa dopóki nie czuję jak wszystko napina się a potem puszcza.