Latynoska pielęgniarka w łazience pod światłem jarzeniowym
Łazienka wyłożona ciemnobrązowymi kaflami, lustro na suficie pokryte mgłą od gorącej pary. Mundurek z czerwoną plamą na udzie leży skręcony przy wannie. Drewniane okiennice z odpryskaną farbą rzucają smugę światła przez szparę. Piątkowy wieczór, cisza przerywana tylko stukaniem kropel w porcelanę. Latynoska stoi boso na chłodnej podłodze, palce ścisnęły framugę drzwi. Jej skóra lśni pod jarzeniówką odbijając się w chromowanym kurku. Dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem. Ona patrzy prosto w obiektyw, oddycha głęboko i kiwa głową - to jest dobre. Kamery startują z trzech punktów, jedna montowana nad lustrem sufitowym. Dyfuzja 1/4 na zbliżeniu miękko otula twarz gdy klękają naprzeciw siebie. Jej dłonie suną po jego torsie a on nie rusza się dopóki nie da znaku wzrokiem. Ona wybiera tempo. Bierze. Inicjatywę przyciskając go do ściany między półkami z flakonikami po mydle. Przechylają się ku podłodze posklejanej mokrymi kartonami po papierach higienicznych. Pościel rozłożona wcześniej - kremowy ręcznik pełni funkcję narzuty. Misjonarska pozycja ale to ona kontroluje głębokość każdego ruchu unosząc biodra dokładnie tak jak chce. Jeden łokieć wsparty na metalowej listwie chroniącej kaflowe naroże. Bas przez ścianę bije rytm równolegle do ich rytuału - tupot nagich stóp miesza się ze staccato haustów powietrza przez nosy zamglonych twarzy przytwierdzonych do siebie ustami i policzkami ociekającymi potem i wilgocią kondensatu ze ścianek szyby prysznica jeszcze nie uruchomionego ale gotowego czekać gdzieś za kadrem niczym zapowiedź następnego aktu tej choreografii ciała której finał kończy się szeptem 'stop' padającym jak ostatni akord.