Latynoska z akcentem na trawie pod palmami
Ja czuję wilgotną trawę pod kolanami. Ciepło od ziemi idzie w górę, miesza się z chłodem poranka. Moje dłonie suną po jego barkach, pot leci z szyi. Widzę tylko jego plecy, ciemne włosy splątane jak sznurki od hula hoop. Jego język ma smak rumu, cytryny. Słychać bas zza muru, ktoś gra salsa w środku tygodnia. Kartki pokerowe leżą rozrzucone po szklanym stoliku obok butelki wina w butelkowym odcieniu zieleni. Mój szlafrok wiszy na gałęzi - butelkowy jedwab drży przy każdym porywie wiatru. Ja decyduję o tempie. Powoli wkładam palec między jego pośladki, on wbija paznokcie w pień palmy. Reżyser woła cicho cut między ujęciami - dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem. Kamery są trzy - jedna na statywie przy fontannie, druga w rękach operatora za żywopłotem, trzecia to wideofon montowany na drabinie tuż nad naszymi głowami. Obiektyw 85mm otwarty na f/2.8 łapie każdy drobny dreszcz skóry gdy moje usta docierają do pasa spodni. On nie rusza się dopóki nie kiwnę głową - ja kontroluję początek i koniec każdego kontaktu ustnego. Potem zmieniam pozycję sama - przekręcam go do ogrodzenia metalowego pokrytego pnącymi roślinami i nachylam naprzód własnym ciałem bez słowa wyjaśnień. Ja słyszę tylko swój oddech i chrząkanie jego gardła gdy wpada we mnie od tyłu. Jeden sandał spada mi z nogi. Nie podnoszę. Zaczynam jęczyć głośniej niż planowane. On wciska dłoń we włosy moje i ciągnie lekko. To dobry moment żeby powiedzieć stop gdy czuje przesyt ale nie mówi nic więc ja też milczę. Bas przez ścianę bije rytmicznie jak bicie serca. Na końcu siadamy obok siebie wśród poplamionych prześcieradeł rozłożonych przypadkiem wcześniej by nie brudzić ciała trawy.