Dominująca gospodyni i sąsiadka w kuchennej grze władzy
Drugie piętro. Korytarz cichy. Kuchnia z oknem na wschód. Poranne światło pada przez siatkowe firanki. Ekspres na kuchence warzy ostatnią filiżankę. Na stole - kluczyki od skutera, telefon z powiadomieniem WhatsApp. Filiżanka zimnej kawy stoi obok otwartego notesu. Gospodyni w szlafroku szałwiowym opiera się o blat. Jej stopy boso na chłodnych kaflach. Sąsiadka przysiada na drewnianym krześle, nogi lekko rozchylone, rajstopy 70 den napięte do połowy uda. Softbox pod 45 stopni rzuca miękki cień na jej szyję. Lavalier ukryty pod stanikiem łapie każdy oddech. Pierwsze dotknięcie - dłoń gospodyni na kolanie sąsiadki - powolne sunięcie palcami po wełnie rajstopów. Ona wybiera tempo. Milczenie przerwane tylko kapnięciem wody do staliowego zlewu. Przesunięcie do łazienki - lustro pokazuje ich twarze tuż za plecami, spojrzenia pełne napięcia, usta lekko otwarte. Chromowa mieszanka cieknąca jednostajnie do umywalki ze szczeliną przy brzegu basenu natryskowego bez drzwi tylko siatka chroniąca przed osadami twardości wody potem przejście przez krótki hol gdzie kabaretki zostają przy drzwiach a palce bosych stóp wbijają się w dywanik lenowy prowadzący prosto do sypialni Welwetowa poświata morskiego odcienia spływa z ramion gdy ona siada pierwsza plecy oparte o ścianę tapetowaną jasnym wzorem geometrycznym Druga klaska buta trafia za szafkę nocną raz jeszcze i znika Dyfuzja 1/4 zakrywa lampkę biurkową by nie razić źrenic Poduszka wciskana między biodra delikatny przechylenie głowy ku górze język przesuwający się po dolnej wardze Prosty gest dłoni zapraszający bez słów Skrzypienie sprężyn materaca rytm narasta metaliczny dzwonek budzika dociera zza zamkniętych drzwi ale nikt nie reaguje Pot ścieka po żebrowaniu wspina się po krzyżu nieruchomy wzrok utkwiony w sufit gdzie plama wilgoci rozwija się jak mapa starożytnego kontynentu Miara ciszy przed kolejnym rytmem Czerwony lakier z odpryskiem przy małym palcu lewej stopy drga przy każdym pchnięciu Brak dialogu Tylko dźwięki ciała tkaniny skóry oddychania Bas przez ścianę pulsujący jak echo serca Ludzie idący ulicą poniżej nie słyszą nic oprócz swoich własnych rozmów Wiadro plastikowe koło kosza pełen mokrego ręcznika Winda pracuje cicho między piętrami Nikt nie dzwoni Dwie godziny minęły jak dwie minuty Światło zmienia barwę Od złotego przez bursztynowe aż po blade Popielate włosy rozrzucone po policzkach Dyszenie wolniejsze Ale nie kończące Rękaw szlafroka zsunięty niżej Ostatnie sekundy przed pauzą.