Pani w szlafroku dominuje przy blacie kuchennym
Wcześniejszy poranek wpada przez żaluzje. Drugie piętro nad ulicą. Granatowy szlafrok leży luźno na ramionach. Na blacie - wyszczerbiony talerz ceramiczny i pusta filiżanka. Czajnik zagotował się cicho w tle. Trzecie ujęcie ją przybija - stoi plecami do okna, rękoma opartymi o blat. Jej partner klęczy za nią. Ona nie patrzy w dół. Dyfuzja 1/4 na zbliżeniu rozmywa światło padające z okna, ale widać każdy mięsień jej pleców napinający się pod jedwabiem. Reżyser zmienia kąt z widelek na telefon komórkowy tuż po pierwszym orgazmie - decyzja działa dobrze, bo pokazuje jej minę bez filtrów. Ona mówi stop gdy czuje przesyt. Każe. Mu czekać przed kontynuacją - wybór tempa jej własny. Szlafrok spada całkiem przy drugiej rundzie przy lodówce. Jej cycki trafiają prosto w soczewkę - duże, naturalne, sutki twarde jak kamień. Kamera idzie nisko, stopa mężczyzny drży przy kaloryferze malowanym białą farbą emaliowaną. Potem siada na drewnianym krześle - on staje między jej nogami szeroko rozstawionymi jak blokady drogowe. Lavalier ukryty pod stanikiem łapie każde westchnienie dokładnie tak samo głośno jak skrzypienie sprężyn fotela obok salonowego stolika pełnego popielniczek po jednym papierosie dnia wcześniej. Bas przez ścianę bije rytmicznie od sąsiadów grających FIFA późnym wieczorem poprzedniego dnia - to nie zostało usunięte z tracku dźwiękowego celowo dla autentyku mieszkalnego typu blokowiska II RP. Ona chwyta go za włosy i pcha głową głęboko między uda a końcówka języka trafia prosto w punkt gdzie światło pada najmocniej dzięki softboxowi pod 45 stopni który właśnie został uruchomiony po prawej stronie kadru. Płaskiego finału nie ma - wręcz przeciwnie, ostatnie dwie sekundy pokazują jasne ślady ust po całej długości jej uda wewnętrznego. Sprzedaje to mocno. Czyta się to jako kontrolowany akt władzy a nie przypadkowość. Solidny materiał dla scenariusza o dominacji bez słów tylko gestów ciała które znają swoje miejsce w przestrzeni.