Doświadczona sąsiadka w kuchni z jedwabnym szlafrokiem
Kuchnia z porannym światłem wpadającym przez matowe szyby. Betonowa podłoga chłodna pod gołymi stopami. Na blacie leżą kluczyki od skutera i pusta butelka po mleku. Sąsiadka w bordowym jedwabnym szlafroku stoi tyłem do okna, palcami przesuwa po mosiężnej klamce. Jej cienie pada prosto na ścianę z białych kaflów. Druga kobieta - gospodyni lat czterdziestki pięć - wchodzi bez zapowiedzi, rajstopy 70 den trzeszczą przy każdym kroku. Ich spojrzenia spotykają się w lustrze nad umywalką. Żadna nic nie mówi. Jedna unosi rękę, druga kiwa głową - to ona wybiera tempo. Pochyla się pierwsza, dłoń przesuwa po biodrze oparte o blat. Szlafrok spływa z ramienia, jedwab ociera się o chromowany hak suszarki do rąk. Softbox pod 45 stopni rozświetla jej pot na szyi. Delikatne. Włoski nad górą bikini. Lavalier ukryty pod stanikiem łapie każde westchnienie i chrzęst skóry o skórę gdy przechodzą na kolana tuż przed progiem między salonem a kuchnią. Fotografia szerokim ujęciem pokazuje ich sylwetki przed tłem wiszących garnków i starych półek ze szklankami po babciu. Jedna nachyla się nad drugą przy stołówce nakrytej plastelem - ich plecy wyginają się jak sprężyny naciągnięte do granicy możliwości ciała i tkaniny jednocześnie. Bas przez ścianę tłucze rytmicznie jak serce miasta za oknem. Kapiący kran nadaje metrum całemu ujęciu. Potem tylko cisza przerwana sapnięciem gdy kończą razem. Późne popołudnie osiada kurzem na parapetach. Prześcieradła zostały niedopasowane ale nikt tego nie sprawdza. Czerwony lakier odpada z paznokcia lewej ręki gdy ta druga ciągnie ją za włosy ku ziemi gdzie wszystko jest wilgotne i prawdziwe.