Zdesperowana brunetka w szatni biura po pracy
Drugi dzień zmiany, wczesny ranek, światło przez żaluzje rzuca pionowe smugi na antracytowy beton. Kluczyki od skutera leżą obok otwartej torby z laptopem. Ona stoi plecami do drzwi, palce oparte o szafkę metalową, nogi lekko rozstawione. Rajstopy rozchodzą się przy udach, jedna strącona na mokry ręcznik porzucony na podłodze. Softbox pod kątem czterdziestu pięciu stopni odbija blask z jej potu nad górną wargą. Lavalier chwyta każdy odgłos - sapnięcie, trzask gumki rozerwanych rajstop, chrzęst suwaka spuszczanego pośpiesznie. Mężczyzna nie mówi nic. Podchodzi tyłem do niej. Kładzie. Dłoń na jej karku - palec środkowy dotyka linii włosów. Ona kiwa głową. To znak. Trzyma się mocniej brzegu mebla gdy on wciska się od tyłu brutalnie, bez nasmarowania. Jej biodra idą naprzód ale on pcha ją z powrotem - raz drugi trzeci - rytm jak młot pneumatyczny przez ścianę budowy dwie kondygnacje niżej. Skóra bije o skórę głośno bo pomieszczenie ma echo, niski strop. On nie patrzy jej w oczy tylko śledzi swoje dłonie na jej talii jakby liczył sekundy do końca zmiany. Ona wybiera tempo po minucie - przyspiesza cofając się szybciej niż on może pchnąć więc musi dostosować tempowanie mięśni brzucha żeby utrzymać synchronizację pulsów w kręgosłupie i mostku żebernym gdzie ich ciała stykają się najmocniej przy każdym wepchnięciu głęboko aż jęczy gardłowo ale cicho bo słychać wentylator nad głową i sygnał parkingu piętro niżej że wolne miejsce zostało zajęte przez innego pracownika który właśnie wszedł kluczem magnetycznym do holu głównego biura gdzie nocny portier wyłączył monitor nr siedem przypadkiem więc ta scena została nagrana tylko przez telefon stojący na ładowarce koło butów sportowych które nie należą ani do niego ani do niej.