Doświadczona gospodyni robi selfie w łazience przed mężem
Piątkowy wieczór. Telefon leży na plastikowej szafce nad umywalką. Ekran świeci. Ona widzi się w odbiciu zaparowanego lustra. Butelkowy szlafrok ześlizguje się z ramion. Rajstopy 70 den ścisają uda. Dźwięk spływu wody z prysznica ucina pierwszy klaps. Reżyser mówi cicho do mikrofonu, cisza przed startem. Tnę setup, otwieram na skórze. Jej palec przesuwa się po ekranie dotykowym - selfie trwa trzy sekundy dłużej niż potrzeba. Sync między aparatem a mikrofonem wbity idealnie. Drugi klaps - on staje za nią, kutas już twardy pod majtkami od piżamy. Trzymam ten ujęcie dłużej, bo ona kiwa głową - to znak że chce kontynuować. InterCut między frontem a tyłem, jej twarz w ekranie. Jego. Dłonie na biodrach przez szybkę prysznica. Kamera główna stoi na łóżku - widać niedopasowane bawełniane prześcieradła i kabaretki rzucone obok poduszki z czerwonym lakierem z odpryskami na palcu stopy. Lavalier ukryty pod stanikiem łapie każde sapnięcie gdy on wsuwa ją do ust bez uprzedzenia. Loop dwóch sekund gdy jej policzek nabiera kształtu jego członka. Trzymam to dłużej niż normalnie bo reżyser krzyczy 'dobrze idzie'. On przestaje kontrolować tempo a ona wybiera jak głęboko go brać. Trzeci klaps ciągnie bardziej niż pierwszy. Widełki kamery, zbliżenie oka w lustrze i ogólne pleców przygarbionych nad porcelaną. Bas przez ścianę bije rytm ich ruchów. Kiedy cumuje bezpośrednio do gardła nie wycofuje się tylko zostawia płyn ściekać po brodzie. Cięcie ostre tuż po orgazmie żeby nie pokazywać emocji tylko fakt wykonania zadania. Widoczny telefon komórkowy odbija światło nocnika przez całą scenę jak refleks amatorskiego filmu.