Samotna brunetka robiąc selfie przypadkiem nagrała wszystko

12 wyświetleń 15:00 Amatorki GEJ
(0)
Drugie piętro nad sklepem spożywczym. Okno otwarte na podwórko gdzie suszą się koce. Na łóżku niedopasowane bawełniane prześcieradła z plamami potu po lewej stronie. Telefon stoi na szafce nocnej między pustym kieliszkiem wódki a rozpakowaną paczką chusteczek higienicznych. Ekran świeci trybem selfie. Dziewczyna staje przed lustrem wiszącym na drzwiach szafy. Jej twarz widoczna przez ekran urządzenia - skupiona, nieruchoma. Lewa dłoń unosi się powoli ku dekolcie białej koszulki przesiąkniętej potem. Przycisk nagrywania wciskany palcem prawej stopy opartego o brzeg materaca. Nagle słychać sygnał dźwiękowy robienia zdjęcia samego aparatu - automatyczny cykl selfie uruchomiony co dziesięć sekund. Światło z okna gaśnie przez chwilowe przepięcie sieci elektrycznej. W ciemności tylko czerwony punkt kamery nadal działa. Ona nie przerywa. Unosi biodra i jednym ruchem nogi do góry zdejmuje trójkątne rajstopy czarno-białe jak kratka policyjna. Telefony są ustawione tak że jeden rejestruje jej plecy a drugi zbliża widełkę od słuchawek jako mikrofon kontaktowy przy szyi żeby złapać każdy odgłos oddechu i drżenia gardła gdy mówi 'to jest dobre'. Dyfuzja 1/4 na zbliżeniu rozmywa blask lampy ulicznej padający przez szczelinę w roletach wykonanych ze starych plastikowych lameli połączonej taśmą izolacyjną. Ona wybiera tempo. Palce wsuwają się pod materiał mokrej koszulki dopiero gdy usłyszy że urządzenie ponownie transmituje dane do dysku zewnętrznego ukrytego pod książką o fotografii reportażowej kupionej w Empiku rok temu. Reżyser nie da znaku ale operator zmienia ostrość manualnie śledząc moment gdy ona wbija paznokcie malowane czerwoną farbą z odpryskami we własny bark pozostawiając ślady krwi które błyszczą pod neonową lampką nocną zabrudzoną pajęczynami. Szum wentylatora komputera miesza się z jękiem dochodzenia nagranym wcześniej i puściwanym przez małe Bluetoothowe głośniczki schowane za ramą obrazu przedstawiającego portret Anny Akhmatowej bez głowy. Ona woła stop dopiero po ostatnim impulsie orgazmu który trwa dokładnie osiem sekund według stopera widocznego w rogu ekranu monitoringu podsłuchowego umieszczonego nad kaloryferem pokrytym warstwom kurzu sprzed miesiąca. Po wszystkim zakłada szlafrok szałwiowy który wisiał wcześniej na klamce łazienki i wyłącza wszystkie urządzenia jedną za drugą patrząc prosto w obiektyw.