Gospodyni nagrywa siebie telefonem przed trójkątem
Kuchnia w bloku na drugim piętrze. Telefon leży na blacie, ekran świeci jasno, rejestruje jej twarz z bliska. Ona stoi w morskim szlafroku, pasek luźno związany, palce dotykają szyby aparatu. Czajnik za nią zagotował się cicho. Reżyser zmienia kąt w połowie ujęcia, by złapać odbicie pasierba we framudze drzwi balkonowych. Mężczyzna wkroczył bez zaproszenia, spojrzenie utkwione w obiektywie. Ona nie rusza się. Tylko unosi brew. Dyfuzja 1/4 na zbliżeniu miękkiej skóry pod światłem poranka. Przechodzą do sypialni. Łóżko z niedopasowanymi bawełnianymi prześcieradłami. Trzeci mężczyzna już tam leży, nagie biodra oparte o ścianę. Wygnieciona poduszka z welwetu spada na podłogę przy pierwszym ruchu bioder. Ona wybiera tempo - wolne wejście tyłem nad nim, dłoń wsparta o jego pierś. Drugi staje za nią, kutas już nabrzmiały, ociera się o uda między nimi dwójką. Kamery, jedna stała nad łóżkiem, druga ręczna trzyma OTS zza barku pasierba. Bas z sąsiedniego mieszkania bije przez ścianę razem z odgłosami ciała - plaskanie skóry, chrapliwe westchnienia przy każdym pchnięciu głębiej. Jej włosy lśnią od potu spływającego po krzyżu gdy schyla głowę ku telewizorowi wyłączonego przed startem sceny. Świt wpada przez szczelinę między roletami - smuga światła sunie po stopach mężczyzny koło łóżka. Nigdzie nie ma ciszy. Tylko puls, napór, kolejne cięcie pomiędzy ujęciem wideofonu a zbliżeniem dłoni ściskającej kostkę nogi. Ostatnie zdjęcie, trójka nieruchoma, oddechy nierówne, ekran telefonu martwy. Jedyna aktywność to powiadomienie WhatsApp wyskakujące ponad ich ciałami. Nikt nie sięga po urządzenie.