Doświadczona kobieta w kuchni w czarnym szlafroku
Ja czuję gorące powietrze od garnka na kuchence. Moje plecy stykają się z chłodnym blatem. Szlafrok rozluźnia się sam, guziki same odpadają. Widzę refleks światła nad oknem - deszcz leci po szybie jak po filmowej taśmie. Dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem i ja mówię tak cicho że ledwo słychać. Moje palce trzymają się krawędzi stołu jak przy pierwszym razie. On podchodzi od tyłu, jego dłoń sunie po moich biodrach przez materiał szlafroka który już prawie nic nie zakrywa. Czuje moją skórę jakby miał ją zapamiętać. Dyfuzja 1/4 na zbliżeniu robi z mojej szyi coś innego - bardziej wilgotnego niż ludzkiego. Ja wołam stop gdy chcę zwolnić tempo i on słucha natychmiast. Potem idziemy do łazienki gdzie światło pada prosto z góry jak wegetacja pod lampką doniczkową. Drewniane okiennice z odpryskaną farbą drgają przy każdym pchnięciu. Sobotni późny wieczór, nikt nas nie usłyszy przez basy z bloku obok. Jego język między moimi udami to nie miłość tylko rutyna wykonana dobrze. Smak soli na nadgarstku gdy go ugryzłem wcześniej wraca jak echo. Kabaretki zostały w korytarzu ale tu mam tylko swoje nogi otwarte szeroko nad wanną której brzeg jest lekko nierówny jak starość ciała które było piękne dłużej niż większość myślała że będzie mogło być piękne. Ja patrzę mu w oczy gdy wpada do środka i widzę siebie tam gdzie rzadko patrzę - głęboko. To nie jest młodość to siła która została po jej końcu. Czas płynie inaczej teraz każdy gest ma wagę każdego westchnienia więcej znaczenia niż całe popołudnia sprzed lat. Nie musimy grać bo jesteśmy dokładnie tam gdzie chcemy być. On ssie palec który był we mnie sekundę wcześniej a ja trzymam się jego ramienia żeby nie upaść choć stoimy.