Doświadczona pani w różowym szlafroku sama w kuchni
Ja stoję przy blacie. Poranek wpada przez żaluzje. Na stole leżą kartki papieru i talerz z resztką masła. Ekspres do kawy warczy cicho obok. Moje dłonie są jeszcze wilgotne po myciu zębów. Oddech spowolnił jak po schodach. Szlafrok siedzi luźno na ramionach - materiał ślizga się przy każdym ruchu szyi. Różowy antyczny odcień teraz świeci w świetle nad oknem. Nie zakładam niczego więcej niż to i cienkie stringi pod spodem. Wiem że kamery już pracują - trzy stałe ustawienia widzą całą scenę od wejścia po blat. Lavalier ukryty pod stanikiem łapie każdy westchnienie tuż nad mostkiem. Dyfuzja 1/4 na zbliżeniu rozwala ostrość jeśli tylko nachylę się bliżej światła kluczowego. Ale chcę właśnie tego efektu - rozmyte kontury twarzy gdy patrzę w dół i widzę swoje dłonie sunące po brzuchu. Palce wsuwają się pod tkaninę szlafroka powoli jakby testowały opór materiału a potem skóry pod nim. Czuje mi dreszcz między łopatkami gdy pierwsze drgnienie przechodzi przez biodra. Nadal słychać kapnięcie ekspresu co kilkadziesiąt sekund jak metronom czasu tuż za moimi plecami. Nie ruszam się od stołu bo nie chcę przerywać kadru który reżyser ustalił przed minutą. Moje kolano delikatnie uciska stół gdzie leżą rozsypane karty do gry - pikowy król i dwójka trefl. Wybieram tempo samochwilem więc mogę wołać stop gdy potrzeba ale dziś nie wołam. Ruszam biodrami rytmicznie jakby odpowiadać basowi z telefonu który leży wyświetlaczem do dołu. Smak w ustach słony bo nie płukałam. Ciepło idzie falami od brzucha a potem niżej ku udóm które teraz drżą samorzutnie. Kartki papieru trzeszczy przy najmniejszym dotknięciu palcem. To dobry moment by dopić drinka który zostawiłam wcześniej ale nie ruszam się by go dociągnąć.