Sąsiadka wtargnęła do kuchni i zdjęła szlafrok
Ja stoję w drzwiach kuchni. Beżowy pudrowy szlafrok trzyma się luźno na biodrach. On patrzy od stołu. Ja widzę jak jego oczy spływają po moich nogach w rajstopach 70 den. Filiżanka zimnej kawy stoi obok ekspresu. Wtorkowe popołudnie wbija się przez okno między firankami. Ja czuję dreszcz od podeszew stóp do linii włosów. Jego ręce unoszą się wolno. Ja nie ruszam się. Tylko oddycham głębiej. Smak soli już mi pada na język gdy tylko pomyślę o jego skórze. On wstaje. Krok ku mnie. Drugi. Ja zakładam rękę za siebie i blokuję zamek drzwi do mieszkania sąsiada naprzeciwko - naszego wspólnego sekretu od trzech miesięcy - to ja decyduję kiedy czas wejść dalej - ja wybieram tempo - on klęknie pierwszy raz bez słowa - ja pociągam go za włosy ku swojej cipie przez materiał szlafroka - tkanina wilgotnieje natychmiast - on ssie mocno przez jedwab - ja jęczę cicho ale nie hamuję - bas z otwartego telefonu bije zza lodówki ale nikt nie odbiera - ja odpinam pas. Puszcza. Szlafrok na podłogę - teraz jesteśmy tylko my dwoje i ta chłodna terakota pod moimi kolanami gdy schodzę nad nim - jego kutasa sterczy prosto do góry jakby wołał o uwagę - ja biorę go w usta powoli ale nie życzę sobie śpieszyć się dla kamery ani dla niego - lavalier ukryty pod lamówką rejestruje każdy odgłos moich ust otwierających się szerzej a dźwiękowiec prosi o ciszę przed klapsem więc nikt nie mówi nic oprócz jęków które same wydostają się spomiędzy moich warg opuchniętych po minucie ssania go aż do granicy bólu który lubię bo znaczy że jest prawdziwy że coś tu jest realne że to nie gra tylko życie które właśnie dzieje się tutaj teraz między mną a nim gdzie on wpierdala mnie tyłem przy umywalce a ja trzymam się brzegu blatu bo inaczej bym runęła od siły każdego uderzenia jego bioder w moją dupsko rozchylone palcami jednej ręki drugą ściskając własny sutek tak mocno że czuję jak pulsuje krwią gorącą jak ogień który już nigdy nie wygaśnie.